...pustka w głowie...
to co się dzieje wokół mnie, daje mi wiele do myślenia i analizowania.
zabrzmiało to poważnie,choć wcale takie nie jest.
jestem na 3 roku...
zaczynam się zastanawiać:
co będę w życiu robić,
z kim bedę to życie prowadzić należytą drogą,
czy będę mieć kiedykolwiek dzieci,
czy...czy...czy...
czy będę musiała się zawsze ze wszytskiego tłumaczyć,
spowiadać z moich nieuniknionych błędów ???
BĘDĘ???
tylko słysze, że "powinnam" to, "powinnam" tamto...
a tak sobie właśnie pomyślałam,że raczej "powinnam" w bajkach Tuwima się zaczytywać,
bo "uff jak goraco" na samą myśl mi się robi,
że "powinnam" robić to co inni ode mnie oczekują...
a przeciez to MOJE ŻYCIE...JA jestem jego właścicielką...
...!!!...
i nastała cisza...
zamikłam na następne kilka dni...
mam nadzieje, że się nie ucieszysz...
że się odezwiesz...
ta ciszaaaaaaa...mnie przeraża,
sms nie wystarczy
Home, sweet home...
...ale czy naprawdę ???
W środę wróciłam...
ciepłe powitanie rodziców (ale jak na długo tego ciepła starczy) ???
znajomi bliscy...Ci mniej tez..spotkania..pytania..ciekawość..
męczy mnie to!
zaczynam budować wszystko od początku, nie mam na nic czasu...
nie mam netu, nie mam spokoju...ciągle w biegu...
niby to lubię..niby..
sama nie wiem.
jak zwykle brak czasu....
"brak czasu, nie jest wytłumaczeniem"- te słowa usłyszałam od mamy wczoraj...
a ja naprawdé tego czasu nie mam....ostatnie dni pobytu na wyjeździe stypendialnym, Słońce na zamówienie, noce w knajpach..i uśmiech nieschodzácy z twarzy...
póki mogé, czas poświécam znajomym, z którymi bédé lub nie bédé widzieć sié za rok...
gotujemy wspólne posiłki -> mniam, spédzamy wieczory nad rzeká :) Rock&Roll
pijemy piwo z cola... blee.. \\ albo\\ Tequile -> mniam...
i czas upływa błogoooo w taki wspaniałam towarzystwie...
a tu niedługo nadejdzie jak to zwykle bywa, czas powrotu do szarej rzeczywistości ...
ojj :(
nie chce!!!
Słonko świeci, idé sié nacieszyć :)
Koniec Homo sapiens, Witamy Homo cyberneticus ? ...
kurde... !!!
niesamowite..!!!
cały proces rozwijania sié świata genetyki ..!!!
jestem po lekturze artykuły, który mná wstrzásná, ale zawsze genetyka była dla mnie ogromná nieodkrytá tajemnicá;
i jest nadall, przyznaje sié bez bicia...
czytajác ksiázki s.f, mam inaczej rozbudowaná definicjé genetyki...
wyobrazam to sobie troszeczké inaczej
...
te całe procesy badawcze, zycie w probówkach, karty biometryczne..itp. (ostatnio nie jestem w temacie nowego s.f) to juz stało sié naszá codziennościá...rzeczywistościá.
od czasu do czasu..zastanawiam sié co nas czeka, wciágu nastépnych 10 lat???
mieszkańcy Wielkiej Brytani mogá dokonywać sztucznego zapłodnienia, by wybierać zarodki wolne od genów zwiékszajácych ryzyko zachorowań na raka..czy w przyszłości bédziemy mogli "iliminować" geny odpowiedzialne za chorobé Parkinsona, Alzheimera...i tak dalej...
jest to z jednej strony niesamowité pod wzglédem rozwijajácych sié zdolności człowieka w tej dziedzinie zycia...jak równiez przerazajáce do jakich skutków moze to doprowadzić...
nawet nie chce o tym myśleć... jestem na to zagłupia...
i tyle...
"facet powinien być mádry, a nie musi być przystojny"...
sorry, ale nie wiem kto takie brednie szerzy w internecie...
--> oczywiście moim zdaniem... !!
Tak jak mézczyzni ogládajá sié za kobietami, kobiety (te zajete i nie) ogladajá sié za płcia przeciwna !!
to takie naturalne :)
grrr..
owielbiamy ogládać sié za ich tyłeczkami, seksownym chodem, czy duzym uśmiechem ...
czy którakolwiek z nas, obejrzałaby sié na śliniácego sié na sam nasz widok, obleśnego na maxa mézczyzné (nie mówie o tych zdesperowanych, ale prosze) --> chyba nie!! nawet na pewno nie!!
dziewczyny wierze w was !!
wiem, wiem... wszystko tkwi w kwestii gustu...a o gustach i guścikach sié nie dyskutuje :P
--> a moze zaczniemy`???
nawet jeśli spotykam sié z "kolega", którego poznaliśmy przypadkiem przez innego znajomego...
i "kolega" przy pierwszym spotkaniu duzo, bardzo duzo zyskał dziéki swojej inteligencji--> to tylko jego plus... nastépnie w gré zaczynajá wkradać sié nowe zasady...w wiékszości jesteśmy wzrokowcami, i wyglád ma na nasze zainteresowanie tá drugá osobá ogromne znaczenie...
nie zapomne wspomnieć o zmyśle wéchu, słuchu ... i dotyku.
jeśli nie jesteśmy zainteresowania, nie dochodzi do "przypadkowych dotkniéć dłoni", komentarzy "mmh...grr seksownie pachniesz" .. czy coś w tym stylu... :))
--> chyba sié romarzyłam :P
no niestety, nie dochodzi..
bo, dlaczego z pełná premedytacjá mamy my kobiety, dawać komuś złudne wrazenia...przezciez nie w naszej naturze jest bawienie sié innymi, dawanie i odbieranie słodkiego likaza...
z godnościa i piersiá do przodu idziemy dalej...
i niech dzwoniá, niech piszá ...
dobrze, dobrze ;]
przypadek, czy zrzadzenie los... ???
choć za oknem ściana deszczu i pogoda, która powoduje zazwyczaj depresjé u 50% społeczeństwa,
czujé sié dobrze...i zarazam uśmiechem
jest tego jedna mała przyczyna...
jeden mały dobry uczynek, rozpalił płomień, który powoli juz zaczáł wygasać we mnie...
zmobilizowałam sié do wyjścia na zewnátrz w struny lejácego sié z Nieba deszczu..
(musiałam zarezerwować bilet na powrót do domu)..poprostu musiałam.
Pani w Reisebüro, zaczeła mnie wypytywać o rózne sprawy, które raczej nie były zwiázane z powrotem do ukochanej ojczyzny.. tak jakoś dziwnie sié czułam..i momentalnie...stwierdziła, ze jestem odpowiednia osobá, która moze jej pomóc...
poczekałam 30 min i dowiedziałam sié wszytskiego...
jutro rano, sprawé bédé kontynuować...
jeśli tylko mogé pomóc..
szkoda, ze tak pózno dowiedziała sié o socjalnych pomocach w Saarbrücken, mogłam w czasie mojego jednego semestru podjáć jakáś praktyké, w schronisku młodziezowym...np.
siedze przed monitorem i uśmiecham sié...sama do siebie...
pomoc innym, moze być równie autopomocá...
niektóre rzeczy sá Prawdá, czy chce sié wierzyć, czy nie...
jak co wieczór od paru miesiécy, odbywam wédrówké po blogach...ktoś moze mi zarzucić -->czy nie mam nic lepszego do roboty --> mam, ale jest to nadwyczaj interesujáce, w jaki sposób chcemy zachować anonimowość --> albo i nie, bo pokazujemy sié ze zdjéciami na forum....
ale nie w tym rzecz, wszyscy o tym wiemy, ze sá albo dobre skutki prowadzenia bloga, albo zle...
przynajmniej powinniśmy sobie z tego sprawé zdawać..
nawet nie wiem jak o tym napisać,
wczoraj trafiłam na blog dziewczyny-kobiety, która jest anoretyczka, nie jest to dla mnie dziwny i obcy fakt, ze ktoś szuka wsparcia w necie <to super sprawá jest totalnie bezinteresowna pomoc ludzi z sieci>, ale przeraził mnie fakt, ze ta osoba wcale nie szuka pomocy, jest wrécz zadowolona z siebie, ze swojego zycia i ze jest anorektyczka !!! co juz nie jest normalne, a wrecz szerzeniem patologii...
moze nie powinnam krytykować, kazdy ma swoje prawa...
ale kiedy sobie wyobraze, potraktowałam to bardzo osobiście, ze "córka mojego brata", przez przypadek --> tak jak ja, znajdzie takiego bloga, poczyta kilka tekstów, i wpadnie na super genialny pomysł stania sié taka super "szczupła anorektyczka" --> to mnie to przeraza !!!
nie potrafie sié skoncentrować, cały czas myśle o tym szablonie...o tekstach, o komentarzach
(kurde, pozytywnych kometarzach, typu--> gratuluje kolejne 0,5kg)
ojejej...
a jutro jest takie niewygodne....
lenistwo dopadło mnie na maksa, tylko pokazałam sie na chwile w necie i juz prace domowa dostałam...
tłumaczenie dokumentów dla Gokce..jak miło!!!
o b-o-z-e, kart mnie jeszcze po imprezie boli...
skutki małego szalenstwa nie tylko odczuwam fizycznie, ale zaczynam równie psychicznie...
powoli odliczać dni powrotu do domu..choć nieznam dokładnej daty (bo jeszcze biletu nie zabukowałam), wszyscy sié mnie pytajá :"Kaśka, kiedy wracasz???"
A ja tak naprawdé nie wiem czy chcé wrócić ...
jestem przykra..nie wdziéczna...i prawdziwy egoista ze mnie wychodzi...
...zycie.
powoli zaczynam wchodzic, w nowe nieznane mi wirtualne zycie... powoli, bo nigdzie mi sie nie spieszy..
co za noc....co za dzien...
a zaczeło sie od zaproszenia na impreze...wcale tak do końca nie chciałam iść, nie znałam nikogo, wszyscy powyzej 26 roku zycia ( czułam sie jak jakaś smarkula, wśród ludzi z tytułam doktora i doktorantów z mpii ),
pierwsze 30 mininut --> pierwsze, drugie piwo..mały koszmar!!!
Ale Kasia nie byłaby Kasiá i towarzystwo raz, dwa, trzy poznała...ze dziewczyna z Polski pochodzi,
to nawet dostałam kilonka, a nie plastikowy kubeczek jak wszyscy inni :P
impreza nabrała ostrego tépa, po kilku głébszych, Gokce (z Turcji) stwierdziła, ze ma dosyć i do domu sié zaczeła zbierać ...
i juz sie przestraszyłam, ze impreza sié dla mnie skończyła...
na całe szczéście autobus miała wciágu 30 min, i wróciliśmy z Tunczem na domówké, która w tym momencie przenosiła sié do pubu....
Z Tunczem szłam, i widziałam przez najblizsza godziné...
nie wiem kiedy... nie wiem jak...( alkohol zaczáł juz na 100-we działać i poniewierać) straciłam rachubé czasu...co mi sié nawet podobało, poznałam paré osób i miałam sié z kim bawić :))
podobno było interesujáco na parkiecie...Kasia i sami faceci...
ale jak to bywa, juz dawno sympatycznego gościa sobie upatrzyłam: fajnie tańczył ( widać było, ze sprawiało mu to przyjemność :P, sam tworzy muzyké, wiéc wcale mnie to ne zdziwiło ), miło było sié z nim pośmiać :) i napić piwa.
Moze trafimy na siebie jeszcze w mpii ???
Do domu wróciłam o około 13-stej nastépnego dnia, ból głowy mnie jeszcze nie zaczáł prześladować, choć kac powoli dawał o sobie znać...hehehe
Dzień miło sié dla mnie rozpoczáł:
Szklanka soku owocowego przyniesiona do łózka na dzień dobry. Bardzo miło..
Całus w szyjké, jakoś tak nieśmiało...
uśmiech mój...uśmiech jego...i Słońce wyszło za granatowych chmur...
prysznic,
kawa ekspresso pita na parapecie...rozmowa, i znów uśmiech nieschodzácy z twarzy...
miło...
a tu czas do domu sié zbierać...
15 minutowy spacerek
obiadek,
spanko spanko
telefon od rodziców jak poszedł egzamin...??? coś, ze głos nie taki, co tam i jak tam u mnie...
30 minutowa rozmowa z kumpelá
i kac mnie właśnie dogonił...
powoli zaczynam umierać...
zobaczymy co przyniesie jutro.